27 lutego 2009 12:55 Za oknem nie ma już śniegu..............ale dalej nic sie nie dzieje........
Kolejny dzień pracy …… ( na szczęście dziś piątek) :) … Cesze się … ale nie tylko perspektywa nadchodzącego weekendu tak na mnie działa. Optymistycznie nastraja mnie również myśl, że mój wspomniany wczoraj problem w gruncie rzeczy rozwiązał się sam (uff..). Zadziwiające jak człowiek czasem łatwo popada w „panike”.
Ogólnie rzecz biorąc dzisiejszy dzień zaczął się wyjątkowo dobrze ( mam nadzieje że tak zostanie). Nie licząc tego że prawie zaspałam do pracy. Co za tym idzie musiałam w tempie ekspresowym szykować siebie i syna do przedszkola …….. poranna krzątanina wywołuje dobry nastrój mojego dziecka … cóż widok do polowy ubranej matki, ze szczoteczka do zębów w ustach i ciągle potykającą się nagle napotkane „przeszkody” na drodze musi być dla takiego malucha co najmniej komiczny.
Na szczęście „maraton” zakończył się pomyślnie ……..syn odstawiony do przedszkola ( napo żegnanie dostałam ogromnego buziaka) , a ja do pracy spóźniłam się tylko trochę ( można to uznać za sukces). Tutaj i tak nikt nie zwraca na to uwagi ( jak dla mnie to nawet lepiej).
Tuz po przyjściu do pracy zadzwoniłam do swojej babci …. biedaczka dobija się do mnie już od ładnych paru dni …..( wstyd się przyznać ale nie miałam czasu ani nastroju zadzwonić). Może to dziwne ale w konfrontacji z moją babcią nastrój ( a raczej dobry humor i trochę dystansu) jest wskazany ,…. I to nawet bardzo wskazany… Moja babcia………… no właśnie ….. kochana osoba , ale czasem jest delikatnie mówiąc ……sama nie wiem jak to najdelikatniej ująć…….. w pewnym sensie NADOPIEKUŃCZA…….(i to baaaaaardzo) ……… żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał ja bardzo kocham swoją babcie , i już dawno nauczyłam się z nią rozmawiać.
Wracając so rozmowy z babcią , przebiegła bardzo spokojnie i sympatycznie . Oczywiście nie obyło się wysłuchania paru tekstów o tym że….. w ogóle o siebie nie dbam…… że na dworze zima a ja nie potrafię ubrać się stosownie do pogody ……… wykładu na temat, że znowu jestem przeziębiona…. A na koniec, że to wszystko przez że tak bardzo się ,mnie martwi (kochana babcia, mimo wszystko chyba właśnie to najbardziej w niej lubię…. tą nieustające troskę o mnie).
Po rozmowie z babcia zadzwoniła moja mama. Uwielbiam z nią rozmawiać. Ostatnio rzadko się widujemy i rozmowy telefoniczne stały się naszą najczęstszą formą kontaktu……Rozmowy z mama zawsze podnoszą mnie na duchu.. czasami nie musze nic mówić , a ona po prostu jak by czytała w moich myślach …
… ostatni oglądałam jakiś program w telewizji (a może to był film….. nieważne) i tam bylo9 coś o tym żeby zastanowić nad tym kto jest naszym najlepszym przyjacielem…… no i mimo woli ja tez się nad ty zastanowiłam….. oczywiście przyszło mi na myśl parę dobrych koleżanek( ale zadnej takiej na której ani razu bym się nie zawiodła). Zasmuciło mnie to trochę…. Lecz po chwili olśnienie ….. mama … to jest przecież ta osoba której mogę powiedzieć wszystko nie bojąc się że jutro dowie się o ty każdy…… osoba która nigdy się nie śmieje ze mnie moich problemów ( choć nie wiem jak głupie i błahe by były)….. na wszystko ma odpowiedź….
Rozmowa z mamą zakończyła się po jakiś dwudziestu minutach ( to u nas standard) . To zasługa naszych nie wyczerpanych tematów do rozmów i pakietu tanich minut , który wykupiła mama :)
Później zabrałam za swoją nudną prace… w między czasie wpadła do mnie Ania, pielęgniarka która u nas pracuje….. gdy wychodziła na miasto poprosiłam ją żeby kupiła mi bulkę słodką…… kupiła… przyniosła mi … i co ? i jak zawsze uciekła i nie wzięła ode mnie pieniędzy ….. zaraz ją złapię i oddam jej należność ;) czy jej się to podoba czy nie…..
Tym czasem dalej praca …. znowu……czekam by zobaczyć dzieci….. czekam….
P.S
Gdy mój problem znikła nawet to czekanie wydaje się dzisiaj jakby jakieś przyjemniejsze…
Idę złapać Anię……….
Dodaj komentarz